Nie powiem bym był fanem niemieckiej motoryzacji. I moja „niechęć” nie wynika z faktu, iż źle postrzegam konstrukcje naszych zachodnich sąsiadów. Przyczyna tkwi raczej w postrzeganiu „czegoś, kogoś” przez pryzmat przeszłości. Dla zobrazowania posłużę się przykładem chyba najbardziej niemieckiego przedsiębiorstwa, jakim bez wątpienia jest Volkswagen. Owszem, kiedyś produkował
samochody o ponadprzeciętnej jakości wykonania, niezawodne, które psuły się równie często, co rząd RP obniżał podatki. VW Golf I i II, VW Passat to tylko niektóre z kultowych aut koncernu z Wolfsburga, do których dzisiaj wzdycha się z utęsknieniem. Jednak postrzeganie najnowszych konstrukcji przez pryzmat znakomitych starych maszyn jest dalekie od zdrowego obiektywizmu.
|
Nie inaczej jest z kultowym już Golfem. Piąta odmiana modelu zbyt długo na rynku nie gościła, w 2008 roku doczekała się następcy, jednak pozostawiła po sobie bardzo pozytywne wrażenie. Co więcej, wśród oferowanych odmian w cenniku widniała także kultowa odmiana GTI, która swego czasu uchodziła (i w moim mniemaniu bardzo słusznie) za jedno z najlepszych aut sportowych wśród kompaktów. Jednak „najlepsze” nie oznacza najszybsze, najdynamiczniejsze, najbardziej emocjonujące. Ford Focus ST jest szybszy, Seat Leon Cupra R też bynajmniej nie ma się czego wstydzić. Konkurencja w postaci Megane Sport i Astry OPC także mocą bije „ojca kompaktowych GTI” na głowę. Zatem co przesądza o wyjątkowości Golfa V GTI?
GTI - NARODZINY IDEI
Kiedy w 1976 roku Volkswagen pokazał światu Golfa I GTI zdziwienie i szok na twarzach zgromadzonych przeplatały się z wyrazem współczucia pod adresem szaleńca, który zdołał przeforsować tą szaloną wówczas ideę. Nawet sam producent nie do końca wierzył w sukces projektu. Pierwsze założenia przewidywały tylko 5 tys. egzemplarzy Golfów GTI rocznie.
Jednak przestronne wnętrze mogące pomieścić przeciętną rodzinkę, 110 KM pod maską, 9 sekund do „setki” i ponad 180 km/h na autostradzie sprawiły, że lista oczekujących błyskawicznie się wydłużała. Golf I GTI okazał się sukcesem i zapoczątkował nową erę – erę sportowych GTI, które bez najmniejszych problemów mogły równie dobrze służyć rodzinie w czasie codziennych obowiązków, co niespełnionemu rajdowcy w czasie weekendowych zabaw na torze.
Jednak II, III, jak i IV odsłona sztuki pt. „Golf GTI” uchodziła raczej za tragedię, niż komedię. Dopiero w 2004 roku duch GTI się odrodził. Prawdziwy Golf GTI powrócił…
Piąta generacja najbardziej rozpoznawalnego Volkswagena na świecie uchodzi za auto świetnie wykonane i dopracowane niemal w każdym detalu. Rzadko zawodzi, świetnie się prowadzi, jest oszczędne i dynamiczne, z powodzeniem służy rodzinie. A w wersji GTI także i głowie rodziny potrafi poprawić krążenie.
DZIEŃ Z GTI
To był niesamowity dzień. Słońce wczesnym rankiem wychyliło się zza łagodnego szczytu. Było potężne i mocne jak nigdy. Pomyślałem: „Dobry zwiastun”. Od dłuższego już czasu „polowałem” na to auto. Mimo, iż Volkswagen zawsze wydawał mi się marką zbyt układną, to jednak w Golfie V GTI dostrzegałem coś wyjątkowego…
Jeśli by wybierać auto sportowe mając za kryterium tylko i wyłącznie atrakcyjność sylwetki, wówczas kompaktowe GTI z Wolfsburga plasowałoby się tuz przed Fiatem Seicento Sporting! Co więcej, model ten nawet nie zaistniałby w świadomości Europejczyków. Bo wizualnie auto ma niewiele więcej do zaoferowania niż wersja 1.4 l o mocy 75 KM. Potężne 17-calowe felgi obute w opony 225/45 R17, zmodyfikowany przód – osłona chłodnicy o strukturze plastra miodu wykończona zarezerwowaną dla odmiany GTI czerwoną listwą ozdobną. I nierzucający się w oczy napis GTI. Z tyłu mamy niewiele więcej zmian – wyraźnie zaakcentowany spojler dachowy oraz podwójna końcówka wydechu. I tyle. Można szukać dalej, ale na nic się to zda. Golf V GTI nie kipi agresją jak Focus ST, nie odgraża się jak Leon Cupra R. Nie atakuje jak Civic Type-R. Czeka cierpliwie…
… aż zajmiesz miejsce za kierownicą? Też raczej nie to. No chyba, że po sportowym aucie oczekujesz… poprawności. Wówczas Golf V GTI niemal perfekcyjnie wpasuje się w profil Twoich oczekiwań.
GTI - W ŚRODKU ZWYKŁY GOLF
Deska rozdzielcza całkowicie przeniesiona z modelu seryjnego podobnie jak w nim, jest dobrze wykonana i ergonomiczna. Szczeliny pomiędzy poszczególnymi elementami są minimalne i nie dają powodów, by się przyczepić. Choć nieraz na nierównościach zdarza im się wydać z siebie charczący pisk.
Automatyczna klimatyzacja, całkiem niezły sprzęt audio, w opisywanym egzemplarzu także fabryczna nawigacja, która na terenie UK sprawuje się bardzo dobrze. O sportowych aspiracjach informuje tylko prędkościomierz wyskalowany do 300 km/h (!) oraz poręcznie mała i obszyta skórą kierownica z logiem GTI.
Fotele wyglądają świetnie i zdawać by się mogło, że w sportowym aucie lepszych sobie wyobrazić nie można. No może poza fakturą kontrowersyjnej kraciastej tapicerki, która w założeniu producenta miała nawiązywać do pierwowzoru. Mnie osobiście do gustu nie przypadła – trochę odstaję tonacyjnie od reszty nudnawego poniekąd auta.
Osobiście na jakość i wyprofilowanie foteli nie narzekałem, ale osoba która udostępniła auto do jazd i sesji zdjęciowej podkreślała, że od auta za taką kwotę i o takim charakterze oczekiwała zdecydowanie wygodniejszych foteli.
GTI - WIĘCEJ NIŻ EMOCJE
Zatem w czym tkwi potęga Golfa GTI? Co sprawia, że symbol GTI w umysłach niemal każdego kojarzy się ze sportowymi osiągami i niezapomnianymi wrażeniami z jazdy. Nie było mi dane spędzić z tym autem kilku dni. Nawet nie dano mi jednego dnia. Miałem do dyspozycji zaledwie godzinę. 60 minut, by odkryć prawdziwego ducha trzech liter - GTI. Tylko 3.6 tys. sekund, z których każdą musiałem wykorzystać do granic możliwości.
Gdy tylko przekręciłem kluczyk w stacyjce ciałem wstrząsnęły dreszcze. Nie dlatego, że dźwięk silnika wzmagał wydzielanie adrenaliny. Sam fakt, że w końcu miałem okazję odkryć kwintesencję emocji zawartych w dziele uwieńczonym logiem GTI…
DSG... SŁOWA SĄ ZBĘDNE
W aucie sportowym automat? Początkowo byłem nieco rozczarowany. Dopóki nie dostrzegłem symbolu DSG. O tej skrzyni już się naczytałem i słyszałem przeróżne opinie na jej temat. Ale nigdy skrajnie negatywnych. W końcu sam miałem okazję zasmakować tego owocu. Delikatny ruch dłonią i dźwignia zawędrowała w położenie „D”. Kierunkowskaz, gaz i ruszamy. Początkowo niepewnie i bardzo nieśmiało. Z każdą sekundą coraz lepiej. Odważniej. Pozwalam sobie na coraz więcej. Śmielej wciskam gaz i zaczynam odczuwać coraz większą frajdę. Zmiany przełożeń są niemal niedostrzegalne. Mógłbym się rozpisywać o szybkości, z jaką zmieniane są przełożenia, ale pojęcie milisekund niewiele przeciętnemu użytkownikowi auta mówi. Wystarczy napisać, że auto wyposażone w DSG przyspiesza do „setki” o 0.3 s szybciej, niż odmiana z sześciobiegową skrzynią manualną!
W aucie sportowym temat zużycia paliwa nigdy nie należał do najprzyjemniejszych. Zresztą niektórzy nawet go pomijali (Bentley). Jednak Golf Bentleyem nie jest i nigdy nie będzie, a jego właściciele może nienajgorzej zarabiający, mają rodziny na utrzymaniu i wszelkiej maści wydatki, stąd zużycie paliwa w ich przypadku jest kwestią jak najbardziej wartą wspomnienia. Tym bardziej, że Golf V GTI to raczej usportowione auto rodzinne…
KOSZTY...
W czasie godzinnej podróży komputer wskazywał najróżniejsze wartości – od 8 l w czasie bardzo spokojnej przejażdżki po 14.5 w czasie sprawdzania możliwości jednostki napędowej i fenomenalnej skrzyni DSG. Zatem biorąc pod uwagę charakter auta oraz moc wartości akceptowalne.
A propos sprawdzania możliwości skrzyni DSG – pomimo niekwestionowanej innowacyjności i pomysłowości inżynierów z Wolfsburga – DSG także wykazuje pewne niedoskonałości. Krótkie z nią obcowanie w czasie testu z pewnością ich wszystkich nie ujawni, ale kilkuletnia eksploatacja auta w nią wyposażonego jest gwarantem odkrycia wszystkich zalet i wad tego rozwiązania. O ile dynamiczne przyspieszanie od startu do zadanej prędkości, jaki i wyprzedzanie połączone z redukcją nawet o 2 przełożenia nie stanowi dla DSG absolutnie żadnego problemu, o tyle redukcją o więcej niż 2 przełożenia sprawia, że to niemal idealne urządzenie się gubi. Dlaczego?
Idea skrzyni dwusprzęgłowej polega na tym, że układ obsługiwany jest przez dwa sprzęgła. Biegi parzyste obsługiwane są przez jeden układ, biegi nieparzyste przez drugi. Rozpędzając auto od zera po załączeniu jedynki drugie sprzęgło automatycznie przygotowuje drugi bieg do załączenia. Gdy ten zostanie już załączony sprzęgło obsługujące biegi nieparzyste ma już w pogotowiu przygotowany bieg trzeci. I tak dalej.
DSG - NIE ZAWSZE IDEALNA...
Jednak problemy pojawiają się w czasie dynamicznej jazdy z gwałtownym przyspieszaniem i hamowaniem. Wówczas urządzenie się gubi. Przykładowo włączając się do ruchu wciskamy gaz „do dechy” – auto przyspiesza i precyzyjnie zmienia biegi: 1, 2 i 3. Wówczas hamujemy i zawracamy na najbliższym skrzyżowaniu i znowu gaz – a tu niespodzianka – auto zamiast dynamicznie wyrwać do przodu nie reaguje zdezorientowane zaistniała sytuacją, Aż w końcu po upływie chwili nam wydającej się wiecznością DSG redukuje przełożenie i wystrzeliwuje do przodu. Dlaczego tak się stało? Otóż konstrukcja DSG miała wyprzedzać reakcje kierowcy – stąd dwa sprzęgła obsługujące różne przełożenia. Gdy nasze reakcje są przewidywalne wszystko jest ok. Ale jak tylko zaczynamy zachowywać się niezgodnie z przyjętym algorytmem, DSG traci trop.
W opisanej sytuacji DSG przygotował bieg czwarty, a gwałtowne hamowanie i znowu gaz wymusiło wrzucenie dwójki obsługiwanej przez to samo sprzęgło. Stąd reakcja była tak długa i zaskakująca. Zatem nawet najlepsze i najbardziej dopracowane rozwiązania nie są w stanie w pełni przewidzieć reakcji człowieka.
Godzina, która została mi dana z tym autem to z pewnością zdecydowanie za mało, by w pełnić poznać jego możliwości i listę wszystkich wad i zalet. Ale te 50 kilometrów, które pokonałem tym Golfem zdecydowanie pomogło mi w subiektywnej bądź, co bądź jego ocenie.
Inni właściciele na temat Golfa V GTI wypowiadają się w samych superlatywach. Dynamiczna jednostka napędowa, świetna opcjonalna skrzynia DSG, precyzyjny układ kierowniczy i świetne prowadzenie. Dość stonowane i czasami nudnawe wnętrze nieco rozczarowuje, ale niedostatki w tej kwestii rekompensowane są po przejechaniu kilku kilometrów. Także części zamienne mogłyby być nieco tańsze, jednak kupując auto sportowe trzeba mieć świadomość, że mimo niewiele różniącego się wyglądu zewnętrznego Golf GTI zasadniczo różni się od wersji tradycyjnej. I ta wyjątkowość musi kosztować.
PRAWDZIWE GTI...
Golf GTI piątej generacji to w końcu prawdziwy Golf GTI. Świetne prowadzenie dzięki zaawansowanemu technicznie wielowahaczowemu zawieszeniu tylnemu, które nie jest ani przesadnie twarde jak w Focusie ST, ani przesadnie miękkie. Bezpośredni układ kierowniczy precyzyjnie przekazuje instrukcje przekazywane przez kierowcę na koła samochodu. Przy tym wszystkim auto daje wspaniałe wyczucie jezdni i umożliwia optymalne dostosowanie prędkości jazdy do jakości nawierzchni. Nadaje się idealnie do szaleństwa na torze, jak i do dojazdu do pracy dziurawymi ulicami metropolii. Pojemne i przestronne wnętrze sprawia, że także rodzina nie będzie się tutaj czuła nieswojo i z radością będzie dzielić pasję głowy rodziny. Solidna konstrukcja oraz bogate wyposażenie (kosztowne) sprawiają, że w aucie można się poczuć naprawdę bezpiecznie (5 gwiazdek w Euro-NCAP) i komfortowo. Jednak to, czym urzeka ten Golf GTI, to połączenie wspaniałej jednostki napędowej i niesamowitej skrzyni DSG. Zestawienie może nieidealne, ale z pewnością do ideału bardzo zbliżone.
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| « poprzednia | następna » |
|---|





